Wczoraj byliśmy na kontroli u laryngologa. Jak wyszłam nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Uszy były zdrowe, po prawie 5 latach walki! W końcu! ZDROWE!

Zmagaliśmy się z następującymi problemami:

  • zapalenie ucha środkowego (ciągle tego samego)
  • pęknięcie w nim błony bębenkowej
  • wysięk z ucha (krwawienie, wysięk limfy, wysięk ropny)
  • ból ucha
  • krwawienie z nosa (z dziurki po tej samej stronie co i chore ucho)
  • przewlekły katar (kilka miesięcy)
  • powiększenie kieszonki w chorym uchu zakwalifikowane do plastyki kieszonki,
  • płyn w uszach zakwalifikowany do drenażu.

Na drenaż i plastykę kieszonki mieliśmy już wyznaczony termin operacji. Termin był szybki bo na 2 miesiące od wizyty kwalifikacyjnej. W moich oczach oczywiście strach. Niby mały zabieg ale prawdopodobieństwo komplikacji włącznie z utratą słuchu to nie jest rokowanie satysfakcjonujące. Ale po kolei.

Pixabay

Pierwszy raz gdy zauważyłam wysięk z ucha dziecka byliśmy już od dwóch dni na antybiotyku. Wstajemy rano i widze zaschniętą stróżkę ropy wyciekającej z ucha. Z jednego ucha. Wtedy, 6 lat temu, był to początek naszych zmagań z chorobami ukladu oddechowego. Nie każdy ból ucha towarzyszył jakiemuś przeziębieniu, nie każda infekcja układu oddechowego kończyła się antybiotykiem na początku. Jednak w sumie naliczyłam ponad dwadzieścia antybiotykoterapii w ciagu trzech lat życia. Dużo? Średnio? Wychodzi po 6 – 8 antybiotyków na rok. Biorąc pod uwagę, że pomiędzy antybiotykami powinien być odstęp 6 miesięcy, nie wyglada to dobrze. Jednak zapytawszy w szpitalu (podczas hospitalizacji bo mieliśmy prawdopodobnie zapalenie płuc) usłyszałam od lekarza prowadzącego, że teraz to jest normalne. Ale dla mnie nie wydawało sie normalne, że dziecko non stop choruje, ma bóle zawsze tego samego ucha, ma częste krwawienia z nosa z dziurki po tej samej stronie co i ucho. Czasami spontanicznie zaczyna sobie lecieć krewka jak siedzimy przy śniadaniu. Raz na dwa, trzy miesiące. I czemu ja do jasnej cholery wiecznie słyszę, że to jest u dzieci teraz normalne?! Bo mi to na normalne nie wyglada. Coś tu konkretnie nie gra!

Na wizytach domowych lekarzy słyszałam tylko że – „dziecko ma słabą odpornośc, trzeba je wzmocnić, polecam syrop XYZ”. Oczywiście, że nie pomogło, potem po przedłużającym sie kaszlu (kilkanaście tygodni) trafiliśmy do prywatnego lekarza, daleko za miejscem zamieszkania. Wizyta była pouczająca ale przepisane leki i diagnoza dla mnie dramatyczna – astma dziecięca, sterydy wziewne, inhalacje z leków rozkurczowych, leki przeciwalergiczne. Byłam załamana. Kompletnie bezsilna wobec stanu zdrowia dziecka. A przecież zawsze stosowałam sie do zaleceń lekarzy. I ciagle było gorzej i gorzej i gorzej a teraz staliśmy przed diagnozą choroby, która jest „do końca życia”! Już wiecie gdzie był błąd? Ja też wiedziałam wiec co dalej? JAK TO USTAWIĆ NA DOBRY TOR?

Zaczęło sie od zielonych soków. Codziennie podawałam zielony sok do picia, szklanka rano i wieczorem a do jedzenia zielone warzywa. Pierwsze efekty były juz w pierwszym miesiącu – poprawa perystaltyki jelit. Następnie zaczęłam sie dowiadywać jak naturalnymi sposobami wyprowadzać dziecko z infekcji, jak postępować z katarem, co robić w razie kaszlu, kiedy objawy są niepokojące. Dużo cennych informacji znalazłam na stronie Józefa Słoneckiego „Biosłone” (polecam) Zaopatrzyłam się w stetoskop. Nauczyłam sie odróżniać niepojące sygnały z osłuchu płuc. Poczytałam dokładnie czym jest podwyższona temperatura dla dziecka, kiedy objawy są niepokojące, jak rozpoznać zapalenie gardła, jak poprawnie zmierzyć dziecku temperaturę (naprawdę brakowało mi starego, niezawodnego termometru rtęciowego). Podsumowując – nauczyłam sie podstaw diagnozowania problemów zdrowotnych u dziecka czyli to co każda matka wiedzieć powinna. Nie bez znaczenia było też wsparcie wiedzą i doświadczeniem jakie dostałam od znajomej rodziny wielodzietnej, której serdecznie za to dziękuje. Adam – nie wiem co bym bez was zrobiła.

Zmiana nawyków żywieniowych, rezygnacja z aptecznych syropów i innych wymysłów na rzecz domowych specyfików: maceratów, maści, olejków, naparów, nalewek – zrobiła ogromną różnicę. Wart wspomnienia jest sposób na suchy męczący kaszel: plastry z czarnej gorczycy – tak proste i tak ogromnie, ogromnie skuteczne. Odkrywanie naturalnych metod leczenia stało sie wręcz moją pasją a obserwowanie szybkości działania i ich skuteczności wprawiało mnie w zdumienie.

Wracając do ucha. Mijał rok od ostatniej infekcji, był środek wiosny. Zaczęło sie bólem, gorączką. Po nocy ból ustąpił zaczął sie wysięk. To już nie była sprawa, z którą mogłam sobie poradzić wtedy sama. Wizyta u lekarza pediatry prywatnie nic nie wniosła, stan sie pogorszył, wysięk sie delikatnie mówiąc „zabarwił”. Następnego dnia byliśmy już u kolejnego pediatry na wizycie interwencyjnej. I tu troche się wkurzyłam bo jak potem sprawdziłam zarówno przepisane leki jak i dawki to okazało się, że nie wolno tych leków podawać jak jest wysięk w uchu. Także nie mam pojęcia co by sie stało gdybym lek podała!!! Zweryfikowaliśmy więc leki u trzeciego pediatry i ten zalecił antybiotyk doustny  w odpowiedniej (wyższej) dawce. Niestety antybiotyk był nie trafiony bo trzy dni po tym jak wysięk ustąpił ucho zaczęło boleć znowu i znowu miał miejsce kolejny, zabarwione we wszystkie kolory tęczy, wysięk. Dostaliśmy inny antybiotyk, który jak się potem okazało wyciszył nam infekcje na kolejny rok. Zapisałam dziecko do poradni specjalistycznej, wtedy dowiedziałam się, że prawdopodobnie trzeba bedzie zrobic plastykę kieszonki a i być może drenaż ucha. Postanowilam wyleczyć dziecko naturalnymi sposobami. Kontynuowaliśmy dietę, zaczęłam gromadzić wiedzę o metodach naturalnego leczenia zapaleń uszu, chciałam się przygotować na następne. Wsród informacji na temat naturalnych sposobów leczenia powtarzało sie niezmiennie jedno stwierdzenie:

„ucho musi się wyropić”

Pixabay

Co zrobić żeby bezboleśnie, bezpiecznie i bez paniki wyropić ucho?Bezboleśnie nie zawsze sie uda, a raczej sie nie uda.

  1. na uszy zakładałam opaskę lub na głowę czapkę. Ucho musi być w cieple,
  2. zanim nastąpił wysięk do uszu zakroplałam 5% roztwór olejku bazyliowego lub geranium. Olejek tylko najwyższej jakości, farmaceutycznej lub sprawdzony producent który skrupulatnie weryfikuje jakość swoich produktów. Tylko olejki produkowane metoda ekstrakcji parą wodną. Po około 2-3 minutach wylewałam z ucha olejek. Do sporządzenia roztworu używałam oleju kokosowego virgin eco zimnotłoczony, producent olejków eterycznych polecał tez jojoba.
  3. jesli nie ma olejku to liść świeżego Geranium skręcić w rulonik i wetknąć do małżowiny, obtulić ucho.
  4. gdy nastąpił wysięk przykładałam rozgrzane jajko do ucha,
  5. robilismy inhalacje według tego przepisu,
  6. obowiązkowe wysmarkiwanie nosa, dokładnie, do końca i zawsze jak pojawi sie najmniejszy katarek.
  7. propolis w aerozolu – psikanie do gardła,
  8. witamina C do picia – ja stosowałam Duolife.
  9. wyciąg z ziela czystka – wygodna forma, tabletka, duże dziecko połknie, małemu można otworzyć pigułkę i podać z płynem na łyżce – Boreliss.
  10. leki homeopatyczne wg wskazań hemopaty.

Powyższe działania kontynuowałam przez kilka tygodni. Mieliśmy jeden pierwszy duży wysięk, potem w ciagu dwóch tygodni dwa mniejsze. Bardzo ważne po ustaniu wszelkich objawów było noszenie opaski na uszach non stop gdyż jak sie potem okazało był płyn w uszach. Krótko po ustaniu objawów mieliśmy zaplanowaną wizytę w poradni specjalistycznej. Wiedziałam też, że zanim wyrażę zgodę na ewentualny zabieg, po raz kolejny muszę skontrolować uszy. I okazało sie, tuż przed wyznaczonym terminem zabiegu, że już jest on zbyteczny. Cudownie nieprawdaż, kamień z serca. Nie było juz wody w uszach, została tylko ta nieszczęsna „kieszonka”.

Kieszonka retrakcyjna – umiejscowione wciągnięcie błony bębenkowej, jest objawem i powikłaniem różnych patologii ucha środkowego. Diagnozuje sie ją u prawie połowy pacjentów z przewlekłym wysiękowym zapaleniem uszu oraz w większości przypadków nawrotowych zapaleń ucha środkowego.

Źródło: Audiofonologia, Tom XVIII, art22 (praca zbiorowa)str 174.

Dalej autorzy informują że „w większości przypadków obserwuje się stabilizację procesu lub też samowyleczenie, część jednak kieszonek może przekształcić sie w perlakowe zapalenie ucha środkowego”.

Nasz przypadek został na wspomnianej w pierwszym zdaniu, ostatniej wizycie u otolaryngologa, określony jako „samowyleczenie”. Nie wiem czy to określenie dotyczy też takich pacjentów którzy kontynuują antybiotykoterapie i doznają samowyleczenia wtedy? Czy może też takich którzy nie kontynuują, ani też nie robią nic innego tylko czekają i wtedy doznają samowyleczenia, niemniej jednak nasze ucho samo się nie wyleczyło. Kosztowało nas to dużo pracy, cierpliwości, wytrwałości i stresu. Ale było warto. Nie poleciłabym w zamian nie robienia nic ani też antybiotykoterapii.

A jakie są wasze doświadczenia z zapaleniem ucha?