O tym, że mleko nie jest dla dorosłego człowieka zdrowe wiedziałam już od kilkunastu lat. Ale nie przejmowałam się tym za bardzo. Odkąd pamiętam nie lubiłam mleka, wiec temat o ile jakikolwiek był z tym związany, mnie nie dotyczył. W ostatnich latach jednak sprawa zaczęła dotyczyć mojej rodziny.  Ktoś mnie uświadomił, że enzymy potrzebne do trawienia mleka, są wytwarzane w jelicie cienkim człowieka ale tylko do czwartego roku życia, być może do piątego. Czyli w znakomitej części populacji (68%)[1] naszego globu człowiek trawi mleko tylko w okresie dziecięcym, przypadającym na UWAGA – okres karmienia piersią.

Pod koniec 2013 roku, gdy zrozumiałam, że zmiany czas zacząć TU I TERAZ zaczęłam grzebać w uniwersytecie google w poszukiwaniu informacji na temat mleka. To co znalazłam nie tylko potwierdziło, że mleko jest niezdrowe dla ludzi ale dodatkowo uświadomiło mi jak potężny wpływ na nas ma przemysł mleczarski. W poniższym tekście napięcie w moich palcach uderzających klawiaturę mocno rosło, nie powinien więc dziwić fakt, że zakradły się emocje między słowa.

Maleńki wycinek z historii naszego gatunku.

Obecny człowiek na kartach historii Ziemi jest określany jako Homo sapiens czyli człowiek rozumny. To jemu przypisuje się wprowadzenie do diety mleka ale też i zbóż. Jak to się stało? W skrócie, około 10 tysięcy lat temu, na granicy paleolitu i neolitu, wraz z ociepleniem klimatu, człowiek przestał wędrować za jedzeniem i uznał, że uprawianie go na miejscu jest łatwiejsze. Rozwinął hodowlę zwierząt a do ich wykarmienia uprawiał zboża. Jednocześnie wyodrębniły się podziały społeczne: na tych rządzących i na tych pozostałych. Dla rządzących było dostępne pożywienie najwyższej klasy za które uważano mięso, ryby, jaja, orzechy niektóre warzywa i owoce. Reszta musiała się zadowolić tym co zostało dla bydła – zbożem. Niestety dieta obfitująca w zboża i wodę prowadziła do dużych niedoborów wartości odżywczych i spadku odporności ludzi. W skutek tego szerzyły się dur brzuszny i suchoty. Dodatkowo człowiek zauważył, że zwierzęta hodowlane dają mleko niezależnie od tego czy mają potomstwo do wykarmienia czy nie. Tak zwani tu przeze mnie ‚pozostali’ zyskali tym samym w jadłospisie jeszcze mleko. Wprowadzenie do diety mleka uzupełniało ubogą, nienaturalna dla człowieka dietę zbożową o tłuszcze i białka zwierzęce. To właśnie spowodowało podwyższenie odporności organizmu a tym samym zmniejszyła się zachorowalność na dur brzuszny i suchoty. [2] Wśród ludności zaczęło szerzyć się przekonanie o prozdrowotnych właściwościach mleka. Tu bym chciała zaznaczyć – mówię o mleku prosto od krowy/kozy/owcy, PROSTO! Czyli zwierzę wydojone i w ciągu kilkudziesięciu minut – człowiek napojony, max do końca dnia! Nie było mleczarni, spółdzielni mleczarskich, skupów mleka, przetwórstwa mleka, linii produkcyjnych, pasteryzacji, sterylizacji UHT, chemicznych dodatków, hormonów powodujących zwiększenie produkcji mleka, antybiotyków oraz innych „dobrodziejstw” ostatnich dekad.

Można jednak pomyśleć, że skoro człowiek ma kontakt z mlekiem już prawie 10000 lat, to przecież zdążył już się do niego przyzwyczaić, czyli ewolucja układu pokarmowego już nam umożliwia trawienie mleka bez uszczerbku na zdrowiu? Czy na pewno tyle lat wystarczy? 10000 lat to zaledwie 400 pokoleń homo sapiens. To stanowczo za mało na dostosowanie układu trawiennego do regularnego spożycia mleka.

Głodzisz cielaka!

W obecnych czasach przedsiębiorcy tak bardzo chcą zarobić na mleku, że odbiera się je nawet cielakom. Nowo narodzone ciele jest karmione zaledwie kilka dni (a nie jak jeszcze kilkanaście lat temu kilka miesięcy) a następnie cielak idzie na sprzedaż do innego hodowcy. Krowa wraca do dojenia. Sprzedane cielątko jest bardzo słabe, ma bardzo słabą odporność lub nie ma jej wcale (bo przecież skąd ma ją mieć skoro odporność naturalnie nabiera się z mlekiem matki?!) w związku z tym trzeba je faszerować antybiotykami. W czasie wywiadu z jednym hodowcą dowiedziałam się, że nawet 20% zakupionych cieląt pada z powodu chorób, słabej odporności albo toksyczności substancji jakimi się je faszeruje. I to się dzieje gdzie? W Polsce!!!

Mleko przemysłowe

Mleko przemysłowe to nic innego jak ten właśnie ogólnodostępny napój o nazwie mleko, który zalega na półkach sklepowych.

Mleko pasteryzowane UHT ma zmienioną pod wpływem wysokiej temperatury strukturę komórkową – podanie takiego mleka cielakom powoduje, że po około 3 miesiącach umierają. Czy którakolwiek matka karmiąca swoje dziecko piersią wpadłaby na pomysł aby swoje niemowlę nakarmić własnym przegotowanym mlekiem? Skoro nie to czemu sama pije pasteryzowane mleko krowy? Oprócz tego,w jakie składniki naturalne, ogólnodostępny napój mleczny jest w dzisiejszych czasach ubogi to UWAGA! Są jednak substancje, w które jest on niezwykle bogaty a są to antybiotyki, toksyny, hormony, pestycydy oraz metale ciężkie. Jeśli świeżo upieczona matka pije mleko to właśnie te substancje znajdą się w ciele nowo narodzonego dziecka.

Przetwórstwo – gwałt na naturze.

O ile wady mleka wiejskiego są równoważone przez jego zalety, to wady mleka UHT nie są równoważone niczym. Fakt, że nie ma w tym mleku ani przyswajalnych witamin, ani przyswajalnego wapnia, nie jest jeszcze największą jego wadą. Poważnym mankamentem homogenizowanego mleka UHT jest to, co w nim pozostaje – tłuszcz i kazeina.

Producenci przewrotnie zachwalają tłuszcze homogenizowane, że są lepiej przyswajalne przez organizm. W rzeczywistości jest to gwałt zadany naturze, bowiem powstałe w procesie homogenizacji mikrocząstki tłuszczu są tak małe, że w postaci niezmienionej (niestrawione), samoistnie przenikają przez nabłonek jelitowy do krwi, co jest sytuacją nienormalną, gdyż w normalnych warunkach tłuszcze wchłaniane są do limfy. Innymi słowy: tłuszcz pokarmowy we krwi jest kolejną egzotoksyną przyczyniającą się do toksemii – patologicznego stanu, gdy ilość toksyn krążących w płynach ustrojowych przewyższa możliwości ich wydalenia.

Nadmiar kazeiny w mleku z kartonu także nie jest korzystny dla organizmu. Po pierwsze dlatego, że przewód pokarmowy ma trudności ze strawieniem tak dużych ilości białka, więc pewna jego część staje się pożywką dla bakterii gnilnych, toteż u osób pijących duże ilości tego mleka wydalane wiatry i stolec mają zapach padliny.

Także aminokwasy ze strawionej kazeiny nie są w pełni dla ludzkiego organizmu przyswajalne, bowiem ich skład przewiduje budowę niewystępujących u człowieka racic i rogów, więc owa nadwyżka jest przemieniana na mocznik i wydalana z moczem.

Biały kolor mleka kojarzy się z wapniem, i wapń w mleku z kartonu rzeczywiście jest, ale jako bezużyteczny pierwiastek, powstały w procesie sterylizacji z przyswajalnych soli wapnia. Innymi słowy: zawarty w mleku z kartonów wapń jest nieorganicznym, a więc nieprzyswajalnym pierwiastkiem. Wapń w tej postaci w organizmie tworzy zmiany zwyrodnieniowe zwane zwapnieniami, do których należą zmiany miażdżycowe naczyń krwionośnych.[3]

Prawo dla przemysłu

Ustawodawcy dobrze pomyśleli i zaplanowali aby biznes mlekowy się kręcił. Najznamienitszym dowodem na to jest fakt iż w państwie polskim zakazane jest rolnikowi sprzedawanie do klienta indywidualnego swoich przetworów jeśli nie prowadzi on działalności gospodarczej. Sprzedawać można jedynie nieprzetworzone płody rolne. Czyli można sprzedać mleko od swojej krowy ale już sera nie. OK! nawet jeśli mleko się w części sprzeda to jakoś resztę zagospodarować trzeba? Rolnik je musi przetworzyć. I ZONK! Nie możesz sprzedać, możesz tym tylko gościa poczęstować lub sam zjeść!

Dla małego lokalnego rolnika założenie działalności to ogromny kłopot i dodatkowy wydatek. Pomyślcie sami – ilu z was prowadzi własną działalność gospodarczą a ilu jest na etacie? Nie bawimy się w firmy bo barierą jest dla nas ustawodawstwo, zagmatwanie przepisów, podatki i urzędy które potem, nawet jeśli staramy sie robić wszystko po bożemu, to i tak nas ścigają za byle co. Kochani, ilu z was ze zgrozą myśli o wypełnianiu własnego rocznego zeznania PIT? a ja tu piszę o otwarciu działalności gospodarczej, znaczy własnej firmy!!!

Opłacalność jest widoczna gołym okiem. Mleko wędruje do skupu, potem do zakładu przetwórstwa, tam jest przetwarzane na napój zwany mlekiem oraz inne produkty mleczne. Przetwórniom nie opłaca się sprzedawać surowego mleka (choć prawo to przecież dopuszcza) bo zamiast tego mogą ten litr sprzedać kilka razy: napój mleczny, tłuszcz do masła, białko do jogurtu i biznes się kręci. Podatki VAT, CIT, PIT się mnożą, stanowiska urzędników również. Czy jasnym jest już dlaczego kampanie promujące napój zwany mlekiem są wspierane przez instytucje rządowe (utrzymywane z podatków)?

Rola nauki

Bardzo ważne jest aby wyjaśnić na jakich podstawach opiera się procedura wspierania napoju zwanego mlekiem. Pracownicy naukowi, lekarze i ktokolwiek cieszący się tzw: zaufaniem publicznym, muszą z czegoś żyć. Ponieważ biedactwa zakuwały ostro żeby swój tytuł zdobyć to teraz chciałoby się zwyczajnie odcinać kupony po latach tyrania. Udzielenie wywiadu, wygłoszenie opinii, napisanie artykułu na temat prozdrowotnych właściwości mleka surowego na zlecenie instytucji rządowej i przemysłu mleczarskiego będzie więc idealnym żniwem tak długo pieszczonego tytułu naukowego. I wcale ich nie będzie boleć to, że przypadkiem nie wspomną, nawet między słowami, że to o czym mówią, to co tak zachwalają, że tego wspaniałego mleka surowego NIE MA W SKLEPACH I NIE BĘDZIE BO TO SIĘ NIKOMU ALE TO NIKOMU NIE OPŁACA.

Film

Jeśli powyższe do kokoś nie dotarło to zachęcam do obejrzenia filmu cała prawda o nabiale

Wykaz źródeł:

1.portal biotechnologia – http://biotechnologia.pl/biotechnologia/artykuly/rewolucja-z-mlekiem-w-roli-glownej,14215

2.portal Biosłone – http://www.bioslone.pl/odzywianie/podstawy-wiedzy/mleko/mleko-wiejskie

3.portal Biosłone – http://www.bioslone.pl/odzywianie/podstawy-wiedzy/mleko/mleko-z-koncernow-mleczarskich