Już ponad dwa lata mija odkąd radykalnie odmieniłam swój styl życia. O motywacji do zmiany napisałam w pierwszym swoim poście.

Wyrzuciłam wszystko co jest z pszenicy i z dodatkiem pszenicy, wyrzuciłam konserwy,popularne oleje roślinne czyli rzepakowy i słonecznikowy (potem nawet oliwę z oliwek), mleko, inne produkty mleczne, soki w kartonach, wodę butelkowaną, biały ryż, wędliny, wszelkie produkty pakowane w plastik i oczywiście omijam markety szerokim łukiem. Teraz, właściwie, miejsce które mogę nazwać sklepem to miejsce gdzie mogę kupić jedzenie a nie przemysłowe produkty spożywcze, miejsce gdzie warzywa i owoce maja jak najwiecej witamin i minerałów. Takie miejsca często nazywa sie sklepem ze zdrową żywnością, sklepem ekologicznym. Dla mnie jest to najnormalniejszy w świecie sklep, bo marketów w ten sposób nie umiem nazwać.

Ale….. Zawsze będzie chyba jakieś „ale”. Nie wszystko złoto…

W sklepie ekologicznym znajdziemy też całą plejadę produktów spożywczych nie dających sie nazwać mianem pożywienia. Wymienię kilka z nich.

Pszenica: co z tego że eko, że z certyfikatem. To cały czas pszenica, ta sama co w markecie, też zawiera supergluten toksyczny dla naszych jelit, niestety certyfikacja ekologiczna nie wyeliminuje zmian w budowie tego ziarna. Więcej na temat pszenicy znajdziesz tutaj oraz tutaj.

Kuskus, kasza bulgur, kasza manna: robi sie z pszenicy. Oczywiście każda ściema jest dobra ale to, że te kasze robi sie z pszenicy „durum” to największe przekleństwo. To najbardziej toksyczna pszenica wśród pszenic.

Napiszę tu ciekawostkę o pszenicy, która, jak sie o niej dowiedziałam, podwyższyła mi ciśnienie.

Problem toksyczności pszenicy nie bierze się z zawartości glutenu ale w procesie jej produkcji. Standardową procedurą zbiorów ziarna pszenicy w stanach zjednoczonych jest oprysk herbicydem Roundup zboża rosnącego jeszcze na polu. Opryski przeprowadza sie na kilka dni przed wpuszczeniem kombajnów. Glifosat zawarty w tym chwastobójczym i rakotwórczym środku chemicznym powoduje idealne wysuszenie ziarna, zapewniając rolnikowi mniejsze straty z tytułu wilgoci ziarna, oszczędność na procesie osuszania, co oznacza w praktyce wcześniejsze, łatwiejsze i przede wszystkim większe zbiory.

A w Polsce? Nie wiem jak z pszenicą ale wiem jak z rzepakiem. TAK SAMO!!! „wielu rolników stosuje dosuszanie rzepaku poprzez oprysk pola właśnie Roundupem. Podobno w ten sposób polepsza się parametry rzepaku zbieranego z mokrego pola. Ile herbicydu pozostaje w ziarnach podczas wytłaczania oleju?”(2)

Biorac powyższe pod uwagę, dla pewności, żeby uniknąć glifosatu nie jedz oleju rzepakowego a asekuracyjne wyeliminuj chociaż pszenice marketową.

Ponadto olej rzepakowy to produkt silnie przetworzony przemysłowo, gdyby nie był poddany mechanicznej i chemicznej obróbce nigdy byśmy tego czegoś do ust nie wzięli. Poza tym eko czy nie powoduje istotne pogorszenie funkcji płuc zwiększajac zachorowalność na astmę. Zobacz krotki film przedstawiający proces produkcji oleju rzepakowego.

Olej kukurydziany,bawełniany,sojowy: są to stosunkowo nowe wymysły przemysłu spożywczego. Na rynku polskim od 20 lat, na światowym troszkę więcej. Aby je wytworzyć wykorzystuje sie odpad pozostały po produkcji innych rzeczy dla których ziarna sa uprawiane. Nalepka eko tego faktu nie przeskoczy. Dodatkowo te oleje najcześciej ukrywają się pod nazwą „olej roślinny” na produkcie. Nie kupuj, a jak już kupisz to nie jedz! O…możesz nimi wyczyścić buty:))

Soja: mleczko, napoje, kotlety i inne sojowe bzdety – reklamowane jako fenomenalne zródło białka roślinnego, szczególnie potrzebne wegetarianom, veganom itd. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Suche ziarno soi, zawiera szereg substancji powodujących: poważne zaburzenia żołądkowe, zahamowanie wzrostu, zaburzenia w czynności tarczycy, rak trzustki !!! oraz poważne zaburzenia w przyswajaniu wapnia, magnezu, żelaza i cynku! A to tylko problemy związane ze spożyciem gotowanych świeżych ziaren oraz produktów z nich wytwarzanych. Większość obecnie dostępnej soi to produkty przetwórstwa przemysłowego z wykorzystaniem: roztworu alkalicznego i wymywania kwasem w zbiornikach aluminiowych w rezultacie czego wysokie ilości tego pierwiastka pozostają w produkcie końcowym. Chińczycy spożywają tylko soję fermentowaną. Tylko proces fermentacji w znacznym stopniu pozbawia soję szkodliwych związków. Na próżno jednak szukać takiej soi w sklepach. Jeśli wiec nie masz pewności co do procesu produkcji soi, która jesz oraz czy została przefermentowana porostu NIE kupuj jej. To toksyczny produkt współczesnego marketingu. Nalepka eko tego nie zmieni. Ważne: Tofu robi się wlasnie z soi. Omijaj, omijaj.

Napoje a’la mleko „smakowe”: migdałowe, owsiane, ryżowe i inne ciekawe wymysły współczesnego przemysłu żywnościowego. Jesteśmy tak mocno zmanipulowani poprzez przemysł mleczarski, że szukamy substytutów napoju mlecznego jakby to było coś bez czego żyć sie nie da. Substytuty maja często dużo innych sztucznych dodatków jak fosforany (m.in fosforan wapnia), które w nadmiarze prowadzą do wypłukiwania wapnia z kości, łamliwości kości, przyczyniają sie do powstawania atrofii mięśni, niewydolności nerek, raka płuc oraz przyśpieszają procesy starzenia się. Każda sztucznie wyprodukowana substancja dodana do żywności, nawet jeśli jest w naturze i służy zdrowiu to w formie syntetycznie wytworzonej jest zawsze szkodliwa. Pamietajmy!

A na koniec dodam wszystkie produkty przetworzone zawierające cukier. Jakikolwiek. Ja tam nie mówię o aspartamach czy innej rakotwórczej chemii. Chodzi o cukier z buraków cukrowych czy trzciny cukrowej. Cukier to najpopularniejsza trucizna. Przeczytaj artykuł, który napisał William Dyfty w piśmie Nexus. Cytat poniżej:

„Nadmierna ilość cukru ma wpływ na każdy narząd organizmu. Początkowo jest magazynowany w wątrobie w formie glukozy (glikogenu). Ponieważ pojemność wątroby jest ograniczona, dzienny pobór cukru rafinowanego (powyżej wymaganej ilości naturalnego cukru) szybko powoduje, że wątroba rozszerza się jak balon. Gdy wątroba jest wypełniona do swojej maksymalnej objętości, nadmiar glikogenu powraca do krwi w formie kwasów tłuszczowych, które zostają przeniesione do każdej części ciała i magazynowane w najmniej aktywnych miejscach: na brzuchu, pośladkach, piersiach i biodrach.”

Nadmierna ilośc to znaczy np: jedno ciasteczko do kawy codziennie, chleb, wędlina, soki kartonowe i wszystko co przetworzone. To wszystko zawiera cukier. Każdy może się zastanowić teraz jak nieświadomie codziennie sobie szkodzi.

Chciałabym też przestrzec przed nabywaniem cukru brzozowego – ksylitolu czy produktów nazywanych w handlu „Stewia”, które nie są liśćmi stewii tylko sprzedawane są pod postacią glikozydów stewiolowych mieszanych z np: dekstrozą, fruktozą, maltodekstryną. Nie dodaje się do produktów zmielonych liści stewii tylko te właśnie glikozydy. Oba te białe proszki: ksylitol, produkt „Stewia” to stosunkowo nowe na naszym rynku zamienniki cukru reklamowane jako błogosławione, zdrowe i co gorsze wręcz lecznicze. Nie można zapominać, że są to produkty przetworzone, oczyszczone z całej macierzy naturalnych komponentów a wiec nasz organizm nie rozpoznaje ich jako pożywienie. Alternatywą jest szukanie stewii w doniczce albo wysuszonych liści tej rośliny. Dla ksylitolu nie przychodzi mi żadne inne rozwiazanie jak tylko opcja „pożegnanie”.

W niektórych sklepach ze zdrową żywnością, jak wyeliminujesz powyższe, może się okazać ze niewiele zostanie do wyboru. Takie miejsce radzę omijać.

Źrodła:

  1. Heathy Home Economist
  2. natemat.pl
  3. Kopalniawiedzy.pl
  4. Nexus 12 (4/2000)
  5. www.dolinaeko.pl